Musieli
opuścić swój dom - Głos Pomorza | 12.12.2009 | rubryka: Wydarzenia
| strona: 4 | autor: Andrzej Gurba
DRAMAT Gdyby koledzy w porę nie zobaczyli ognia, to pewnie byśmy się spalili – mówi
Adam Rutkowski z Barnowca w gminie Kołczygłowy. W czwartek wieczorem stracił dach nad
głową. Tak jak i trzy inne rodziny.
– Była gdzieś osiemnasta, kiedy poczułem swąd. Myślałem, że to gaz. Kiedy
zdjąłem kratkę wentylacyjną, to już wiedziałem, że musi palić się nad stropem.
Wtedy przybiegli koledzy i krzyczeli, że mamy ogień na dachu – relacjonuje Rutkowski,
który ma mieszkanie na piętrze starego budynku. Żona i dwie córki ewakuowały się.
Lokator wraz z kolegami wszedł na dach i wiadrami gasił ogień. Przybiegli inni
mieszkańcy wsi. Zaczęto wiadrami brać wodę z pobliskiego stawu, podając ją na górę.
Na niewiele to jednak się zdało. – Ogień zaczął buchać. Musieliśmy uciekać –
oznajmia Rutkowski. – Panie, co my najedliśmy się strachu – mówią bracia
Stanisław i Ryszard Fojut, którzy zajmują mieszkanie obok Rutkowskiego. Tymczasem na
parterze też trwała ewakuacja. Katarzyna Szymańska wzięła szybko swoją półtoraroczną
córeczkę ubraną tylko w body i wybiegła na zewnątrz. – Córka miała prawie
czterdzieści stopni gorączki, ale co miałam robić, bałam się – mówi pani
Katarzyna. Inni członkowie jej rodziny pomagali w gaszeniu, wynosili też meble i domowy
sprzęt.
Mieszkańcy zaalarmowali straż. Pierwsi na miejscu pojawili się ochotnicy z Kołczygłów.
Następnie przybyły zawodowe jednostki straży pożarnej z Bytowa.
– Ogień udało zdusić się na dachu. Cała akcja trwała cztery godziny – mówi
oficer dyżurny bytowskiej straży pożarnej. Najbardziej ucierpiało
mieszkanie rodziny Rutkowskich. Zawalił się bowiem strop. -Paliła się część dachu
nad moim mieszkaniem – mówi mężczyzna. Pozostałe trzy mieszkania zostały zalane
wodą. Najbardziej te na parterze. – Wody mieliśmy po kostki. Mokre są sufity i
ściany. Część mebli i ubrań pewnie nie będzie nadawała się do użytku – smuci
się Elżbieta Szymańska. Jej córka Katarzyna i syn Michał mają trochę pretensje do
strażaków. – Po co było tyle wody?! Trzeba było gasić pianą – denerwują się.
– Teraz to będziemy mieli święta. Taki pech – mówi smutno pani Elżbieta,
wynosząc kolejny zniszczony mebel z domu.
Lokale nie nadają się do dalszego zamieszkania. Trzeba zbadać stan konstrukcji. Stropy
są drewniane. Mieszkania nie były ubezpieczone.
Wacław Kozłowski, wójt Kołczygłów, zapewnił już wszystkim rodzinom mieszkania
zastępcze. – Mamy rezerwę na takie wypadki. Poza tym dwa mieszkania wynajęliśmy.
Postaramy się pomóc w remoncie budynku – deklaruje wójt. Ośrodek pomocy społecznej
pomoże pogorzelcom finansowo i rzeczowo. Już wczoraj organizowana była zbiórka na ich
rzecz, zapewniono rodzinom darmowe posiłki. Wczoraj zaczęła się też przeprowadzka.
Prawdopodobna przyczyna pożaru to nieszczelność przewodu kominowego.