W
Bieńkówce spłonęły zabudowania –
Dziennik Polski | 19.12.2009 | rubryka: Krakowski | strona: 8 | autor: KAR
ZIMA. Strażacy przypominają o zasadach bezpieczeństwa ważnych w sezonie grzewczym
Zima, szczególnie tak sroga jak w ostatnich dniach, to – jak pokazują statystyki Straży
Pożarnej – okres zwiększonej liczby pożarów. Dlatego też strażacy apelują
o rozważne korzystanie z urządzeń służących do dogrzewania pomieszczeń. Warto tych
apeli posłuchać tym bardziej, że w samej tylko końcówce ubiegłego roku wybuchły dwa
pożary, które pochłonęły trzy ofiary. Doszło do nich najprawdopodobniej na skutek
zaprószenia ognia (w Gruszowie po ugaszeniu pożaru strażacy na miejscu znajdowali m.in.
lampy naftowe lub olejowe).
W czwartek nad ranem strażacy byli już wzywani do pożaru. Spłonął budynek
gospodarczy w Bieńkowicach (gm. Dobczyce) złożony z murowanej stodoły i obory oraz
drewnianej, niezamieszkałej dobudówki służącej za skład opału. Ogień zauważono na
tyle wcześnie, aby zdążyć jeszcze wyprowadzić z obory zwierzęta. Kiedy na miejsce
dojechali strażacy budynek, a szczególnie jego dach, stał w ogniu. W akcji brało
udział dziesięć jednostek straży pożarnej: po dwie z KP PSP
w Myślenicach i KP PSP w Wieliczce oraz sześć jednostek OSP z terenu
gminy Dobczyce. Gaszenie pożaru trwało pięć godzin, a przez cały czas utrzymywała
się niska temperatura (ok. –10 st. C). Dowodzący akcją st. kpt. Paweł Paryła z KP PSP
w Myślenicach mówi, że panujące warunki atmosferyczne dały „w kość” ratownikom.
Dotkliwe zimno pomógł kolegom przetrwać strażak i przedsiębiorca z Nowej Wsi Jan
Hartabus, który dostarczył na miejsce ciepłe pożywienie.
Przyczyny tego pożaru nie są jeszcze znane. Budynek, co podkreślają strażacy, jednak
nie był ogrzewany.
Strażacy doradzają „czujki”
– Większość śmiertelnych ofiar pożarów mieszkań – nie ginie bezpośrednio od
płomieni lub wysokiej temperatury, ale na skutek zatrucia dymem i toksycznymi produktami
spalania – tłumaczy asp. sztab. Marian Rokosz. Aby zabezpieczyć się przed silnie
trującymi produktami spalania, wystarczy używać tzw. czujek alarmujących mieszkańców,
gdy w domu pojawi się dym. Te jednak – co zauważają strażacy –wdomach czy
mieszkaniach są ciągle rzadkością. – Podobnie działają detektory gazu, które są
w stanie wykryć już minimalne stężenie gazów niebezpiecznych, w szczególności
tlenku węgla (czadu). Zarówno czujki pożarowe, jak i gazowe, są urządzeniami
stosunkowo nieskomplikowanymi, o szerokich możliwościach zastosowania, a koszt ich
zainstalowania jest nieporównywalnie mały w stosunku do strat, które mogą być
spowodowane zbyt późno wykrytym pożarem – mówi asp. sztab. Rokosz.